Plan na dzień miałam ambitny. Rano wstałam i trzasnęłam kolejny konspekt. Mam wrażenie, że ostatnio nic innego nie robię

Trochę poleniuchowałam. Odrobinę się powygłupialiśmy. W końcu on pojechał na spotkanie a ja miałam godzinę, aby się wyszykować. Dwie minuty przed wyjściem stwierdziłam, że muszę się przebrać bo guzik mi się rozpina wprost na biuście. Czyżby moje bąbelki urosły? Wrzuciłam na siebie pierwszą rzecz jaką miałam pod ręką i pobiegłam na autobus. Zawsze śmiać mi się z siebie chcę jak biegnę w obcasach. Musi to przekomicznie wyglądać.
Dochodziłam już do naszego umówionego miejsca kiedy zadzwonił i stwierdził, że w takim razie wychodzi. Stanęłam w dość widocznym miejscu i zaczęłam przebierać z nogi na nogę. Wtedy zaczął mi się przyglądać chłopak, który szedł za mną parę kroków i stanął kilka metrów obok. Uśmiechnął się więc mimowolnie też się odśmiechnęłam. A może to ja uśmiechnęłam się pierwsza? Czasem nie kontroluję tego, że kiedy przyglądam się komuś to zacieszam. W każdym razie po moim uśmiechu chłopak dość pewnie podszedł i zapytał czy jestem Karolina. Pokiwałam głową, że nie nie jestem Karolina. A duchu dodałam niestety, bo chłopak całkiem atrakcyjny. Pewnie nawet zaczęłabym z nim rozmawiać gdyby nie świadomość, że On zaraz ma wyjść i mamy napięty grafik. Chłopak niepocieszony pokiwał głową i stwierdził: że szkoda, niestety, niestety. Obszedł całą okolicę i zmył się zanim On się pojawił. Ubawiło mnie to, bo w jego oczach widziałam to o czym tak często mówią mi chłopaki. Widać było, że liczył na to, że jestem panną z którą się umówił. Widać było, że cieszy się, że nie jestem, aż taka brzydka. Widać było, że zrobiło mu się przykro, bo chyba został wystawiony.
Długo, długo jeszcze się z całej sytuacji śmiałam. Poczułam się jak już dawno nie. W końcu nigdy nie chodziłam na randki. Nigdy nie byłam na randce w ciemno, żeby nie wiedzieć jak osoba wygląda , z którą się gdzieś wybieram. Śmiałam się do niego, że aż mnie na chwilę odmłodziło. A on zaczął się śmiać, że powinnam się czuć młodo jako przyszła panna młoda, bo starej to on nie chce. Naszym celem było rozejrzenie się za salą na przyjęcie weselne. Pierwsze typy mamy. Nie wiadomo do końca jeszcze czy numer jeden ma wolne terminy, ale pewnie okaże się niebawem. Zabawne jest to, że każda sala ma jakiś plus: jedna ma niską cenę, inna apartament dla nowożeńców gratis, jeszcze inna ciasta, tort i napoje w cenie, kolejna salę osobną do tańczenia w cenie. Trudno wybrać coś jednego... Zwłaszcza jeśli planuje się tak wielkie wesele
-
gość:
-
PollyAnna88:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›